PRZEPROWADZIŁAM SIĘ I PISZĘ TERAZ TUTAJ

O czym myśli panna młoda przed ślubem?

21:51

Dokładnie za siedemnaście dni Osobisty zostanie moim mężem, i jak na razie brzmi to dla mnie co najmniej abstrakcyjnie. To tak, jakby nie dochodziło do mnie to, że za nie całe trzy tygodnie moje życie zmieni się diametralnie. Wyprowadzam się ze swojego rodzinnego domu, i tym samym zostawiam część swojego życia za sobą, zakładając tym samym swoją własną rodzinę. Nie wiem jak odnajdę się w nowej roli, ale mam nadzieję, że wraz z moim przyszłym mężem "wypracujemy" sobie naszą codzienność w taki sposób, że bez problemu odnajdziemy się w nowej dla nas sytuacji.

Wraz z przemyśleniami związanymi ze zmianami, które nadejdą w moim życiu lada dzień wspomnieniami wróciłam do czasu, kiedy tak naprawdę wszystko się zaczynało. Pamiętam jak rozpoczynałam studia, i wraz z bratową i bratem wspólnie wynajmowaliśmy stancję w moim studenckim mieście; jak leżałam pod zimnym śpiworem i wystukiwałam kolejne esemesy do Osobistego. Tak naprawdę to przegadaliśmy dziesiątki godzin zanim się spotkaliśmy po raz pierwszy. Pierwsze spotkanie miało miejsce po moim egzaminie poprawkowym z psychologii rozwoju człowieka. Jednak od pierwszego spotkania musiało minąć jedenaście miesięcy, abyśmy zostali parą. Niejednokrotnie wspominałam, że Osobisty pojawił się w moim życiu w jednym z najtrudniejszych momentów. Nagle okazało się, że mogę zdjąć maskę i przestać udawać, że wszystko jest w porządku oraz, że świetnie sobie radzę ze wszystkim. To właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że można zaufać drugiej osobie. 

Jesteśmy ze sobą ponad trzy lata, jednak obydwoje już trochę przeszliśmy. Gdy nasz związek jeszcze raczkował... dowiedziałam się, że choruję na niedoczynność tarczycy oraz zespół policystycznych jajników, co w tym połączeniu jednoznacznie wiąże się z możliwością zajścia w ciążę. Jednak pomimo tego wszystkiego, że nie wiemy czy uda nam się zostać rodzicami, postanowiliśmy wziąć ślub i założyć rodzinę. Obydwoje bardzo chcielibyśmy mieć dziecko, i jakkolwiek to zabrzmi, to jesteśmy w jakiś sposób przygotowani na to, że jeżeli nic nie wyjdzie z naszych starań, a moje ciało nadal będzie się buntowało - to będziemy się starać o adopcję.

Nasz ślub zbliża się dużymi krokami, a ja - jestem dziwnie spokojna, i niczym się nie stresuję. Nie wiem jak będzie wyglądało nasze życie, ale jednego jestem pewna: dołożę wszelkich starań, abyśmy byli szczęśliwi. Wiadomo, że nie ma związków/małżeństw idealnych, nie kłócących się - ale myślę, że pomimo tego, ludzie są w stanie stworzyć dom pełen ciepła i miłości.


Przeczytaj także

27 komentarzy

  1. My z mężem też bezdzietni, z wyboru, albo raczej konieczności. Ja z poważną chorobą gwnetyczną i niepełnosprawna. W tym roku w czerwcu minie nam 4 lata po ślubie, a związku 7,5. Wierzę, że jeszcze wiele pięknego czasu przed nami. Wam też życzę długich, szczęśliwych lat razem :) Ps. Też jestem po psychologii (ale nie pracuję ze względu na zdrowie, więc taki bardziej papierowy ze mnie psycholog ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak właśnie trzeba myśleć :)

      Usuń
  2. W takim razie, życzę Wam wszystkiego dobrego, na Waszej nowej drodze życia, żeby codzienność, nie pozwoliła Wam zapomnieć o najważniejszym, o miłości do siebie. No i oczywiście życzę Wam potomstwa, mam nadzieję, że zostaniecie rodzicami, jednak wszystko na spokojnie, ale też z czujnością. Zresztą, co ja Wam będę mówić, nie będę się wymądrzać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to chyba jest najważniejsze, żeby nie zapomnieć o tym najważniejszym; żeby odnaleźć się w nowej codzienności, i wspólnie radzić sobie ze wszystkimi problemami.

      Usuń
  3. U nas niecałe 5 miesięcy, a do mnie to dalej nie dociera (druga sprawa, że organizujemy się dopiero od marca) :) Jestem ciekawa kiedy dotrze. U nas to przejście będzie mniejszym "wow", bo po imprezie weselnej i nocy w hotelu wracamy do naszego mieszkania.

    Fajnie, że umiecie razem iść przez problemy. Znam facetów, którzy wiedząc, że mogą nie zostać ojcami postanawiali zmienić partnerkę.

    Mam nadzieję, że stres nie przyjdzie i już do końca będzie taki luz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz jak ten czas Wam szybko zleci, zanim się obejrzycie to nadejdzie Wasz wielki dzień. Ja przeprowadzam się do mieszkania Osobistego, jakiś czas temu robiliśmy mały remont, jeszcze wiele zostało nam do zrobienia, ale wszystko powoli i w swoim czasie :)

      Sama jak mówiłam Osobistemu o swoich problemach zdrowotnych, powiedziałam jemu, że teraz jest na tyle wcześnie, że możemy się rozejść ... jednak zostaliśmy razem. Czasami lepiej lub gorzej radzimy sobie z tym wszystkim... Najtrudniej chyba jest wtedy, kiedy w rodzinie pojawia się kolejny maluszek, ale jakoś dajemy radę.

      Obawiam się, że ostatni tydzień przed ślubem to dopiero będzie nerwówka.

      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jestem pewna, że Wam się to uda :) Bo ciepło prawdziwego domu buduje miłość a tej Wam nie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby tak było :) Czasami wśród tych przygotowań do ślubu zwariować można, i dodatkowo się pokłócić o całkiem niepotrzebne rzeczy.

      Usuń
  5. będzie tak jak chcecie by było, a jeśli wciąż będziecie się starać to będzie super - i tego Wam życzę - by zawsze się rozpalało :)

    tak naprawdę ślub niczego nie zmienia, no chyba ze kwestii uregulowań prawnych

    nam stuknie za 2 miechy 10 lat i wciąż się dobrze bawimy pomimo moich jazd :P :)))

    ważne jest by pozostać sobą i dać możliwość bycia sobą drugiej osobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ważne jest Twoje ostatnie zdanie :)

      Usuń
  6. Ideałów nie ma, za to jest praca, którą trzeba wykonać aby ten związek kwitł dalej. Więc jeśli dalej będziecie się starać będzie dobrze!
    Dla mnie jeszcze długo po ślubie było abstrakcyjne nazywać męża mężem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że u mnie będzie podobnie. Chociaż znając siebie będę miała problem ze zwracaniem się do teściów :)

      Usuń
  7. To w takim razie chyba ja się stresuje Twoim ślubem bardziej od Ciebie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że i na mój stres przyjdzie czas :)
      Najgorszy chyba będzie ostatni tydzień... a w zasadzie to niedawno był pierwszy maj! Jak ten czas szybko leci...

      Usuń
  8. Macie siebie Moja Droga:) Wydaje mi się, że dużo ze sobą rozmawiacie, a to jest (jak dla mnie) jeden z priorytetów w związku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne zdanie na ten temat, choć ostatnio coraz mniej czasu na rozmowy... Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Piękne przemyślenia... jeszcze piękniejsza miłość... :) Na pewno będziecie szczęśliwi... jeszcze bardziej niż obecnie ;)
      A z tymi PCO i problemami z tarczycą to nie zawsze tak musi być. Znam mnóstwo osób, którym się udało, niektórym nawet od razu... ;)

      Usuń
    3. U mnie sytuacja jest taka, że ze względu na niedoczynność oraz PCOS mam zanik miesiączki, a wraz z tym niejajeczkuję.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Wszystko da się leczyć... a wiara ponoć działa cuda. Na pocieszenie dodam, że też zmagam się z podobnym problemem... może nie mam problemów z tarczycą i już teraz w miarę normalnie miesiączkuję, ale mam PCO i endometriozę i staramy się i nic... Ale nie poddam się i Ty też nie, musisz być dobrej myśli ;)
      Jednak póki co ciesz się nadchodzącymi chwilami... ten dzień zleci bardzo szybko, nim się obejrzysz, a goście będą wychodzić... spraw, by w pamięci pozostało jak najwięcej pięknych wspomnień i niczego nie żałuj, a broń Boże się czymś przejmować... jeśli coś nie dopisze, nie wyjdzie w tym dniu, już za późno, by się tym martwić, ciesz się tą chwilą i nie daj jej nikomu, ani niczemu zepsuć! ;) Powodzenia :*

      Usuń
    5. Zgadza się, wszystko da się leczyć - tylko w tej kwestii z reguł to są hormony, a niestety nie mogę ich przyjmować ze względu na problemy z wagą. Wiem jedno - będziemy się starać o własne dziecko, ale mamy ten temat tak przewertowany, że na jakiś sposób jesteśmy pogodzeni ze wszelkimi konsekwencjami :)

      Mówiąc szczerze to nie mogę się doczekać naszego ślubu, i co najważniejsze wszyscy się dziwią, że się nie stresuję. Myślę, że mój stres da mi się we znaki na kilka dni przed ślubem. Mam tylko nadzieję, że pogoda nam dopisze :)

      Usuń
    6. Ja również w ogóle się nie stresowałam i wszyscy się dziwili... Miałam wszystko dopięte na ostatni guzik, z wszystkim zdążyliśmy, męża byłam pewna, więc czym tu się stresować...? ;) Lekki stresik pojawił się przed pierwszym tańcem, a potem... tylko zabawa do białego rana i każdy zapomniał o jakimkolwiek stresie ;)

      Usuń
    7. Pierwszym tańcem to się trochę stresuję, ale mam cichą nadzieję, że wszystko nam pójdzie gładko i sprawnie. Obawiam się jedynie trochę samej przysięgi małżeńskiej, co by się przypadkiem nie rozkleić :)

      Usuń
  9. Życzę Ci byś była spokojna do samego końca :)
    Jak to ładnie wszystko brzmi..
    Miłość jest piękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak pięknie nie będzie :)

      Usuń
  10. Na pewno bedzie pieknie!! I w tym miejscu zycze Wam rowniez aby marzenia o powiekszeniu rodziny spelnily sie jak najszybciej. Wierze, ze tak wlasnie sie stanie gdy nadejdzie na to odpowiedni moment. Wiara czyni cuda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo byśmy chcieli, aby tak właśnie było :) I mamy nadzieję, że w taki czy inny sposób uda nam się powiększyć rodzinę.

      Usuń
  11. Bardzo mnie urzekło, że tak spokojnie i po prostu piszesz o swojej niepłodności. Sama zmagam się z tym problemem od dwóch lat (nawet po części podobne kwestie medyczne) i do niedawna byłam bardzo niespokojna, mówiąc delikatnie.

    Dla Bóga nie ma nic niemożliwego. Tego się trzymam i tego Tobie życzę.

    A z kwestii praktycznych - czy jest Ci znana naprotechnologia? Nie wiem, skąd jesteś, ale w Warszawie i Poznaniu dysponuję naprawdę doskonałymi kontaktami.

    Pozdrawiam serdecznie!

    Maria
    (trafiłam z bloga Ady)

    OdpowiedzUsuń


Facebook

zBLOGowani

zBLOGowani.pl

statystyki