PRZEPROWADZIŁAM SIĘ I PISZĘ TERAZ TUTAJ

Konsultacja

23:23

Jestem wykończona. Dzisiejszy dzień był długi i męczący. Z samego rana pojechaliśmy do jednego z trójmiejskich szpitali na oddział ortopedyczny w celu konsultacji. Otóż około dwóch tygodni przed ślubem upuściłam sobie na stopę średniej wielkości garnek. Stopa bolała mnie parę dni i przestała. Ostatniego maja był nasz ślub, i w związku z tym założyłam buty na wysokim obcasie - generalnie wytrzymałam w nich około 3-4 godzin, a potem założyłam buty na około 2 centymetrowym obcasie. I chyba właśnie wtedy zaczęła mnie boleć stopa, w wyniku czego około pierwszej nad ranem nie mając wyboru założyłam białe... trampki, których na szczęście (!) nie było widać spod sukni. Natomiast kilka dni po ślubie, udałam się na wizytę do nowo wybranego lekarza rodzinnego, który jak się okazało jest chyba za stary na wykonywanie swojego zawodu: nie dotykając mojej stopy i nie dając skierowania na prześwietlenia powiedział, że mam smarować stopę "jakąś tam" maścią. Efekty były marne... Kilka dni później, spędzając weekend w moim rodzinnym domu wybrałam się na pogotowie... Tam oczywiście również nikt nie raczył dotknąć mojej stopy, ale (!) zrobiono mi prześwietlenie, które ponoć nic nie wykazało i kazali mi okładać stopę jakimś kolejnym mazidłem. Zdesperowana po dłuższym czasie udałam się ponownie do lekarza rodzinnego, aby wymusić na nim cokolwiek... Stwierdził, że da mi skierowanie do ortopedy, ale najpierw wyśle mnie do chirurga (?!) O tyle dobrze, że trafiłam w końcu na porządnego lekarza, który zbadał moją stopę - jak się okazało jedna z kości śródstopia była złamana! I wszystko było idealnie widać na zdjęciu rtg, które wykonałam w dniu wizyty. Szybko dostałam skierowanie do ortopedy, tylko oczywiście wolny termin był dopiero na koniec lipca, więc nawet nie wiele się zastanawiając wybrałam się na konsultację do ortopedy, który kilka lat temu operował mojego brata... 

W jego gabinecie spędziłam prawie trzydzieści minut, nie sugerował się opisem chirurga, nie spojrzał nawet na kartę ze szpitala... Pierwsze co zrobił, to najpierw zbadał zdrową stopę, a potem tę drugą, co mnie boli. Stwierdził, że mam złamanie marszowe, które jest w trakcie zrastania i przez najbliższe trzy/cztery tygodnie muszę chodzić w specjalistycznym obuwiu z silikonowymi wkładkami, które będą sprzyjały całemu procesowi leczenia. Mam nadzieję, że przyniesie to pożądane efekty, i stopa w końcu przestanie mnie boleć.

Miłego weekendu!


Przeczytaj także

7 komentarzy

  1. To oby się szybko zrastało i przestało dokuczać. Podziwiam, bo i tak długo na obcasach wytrzymałaś ze złamaną kością w stopie... Zdrowia i też miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej to się namęczyłaś Bidulko :*
    Wracaj szybko do zdrowia :*
    Lekarze...Boże w głowie się nie mieści co oni wyprawiają.
    Ostatnio lekarka nie badając nawet mojej siostry przepisała jej antybiotyk!!
    A pediatra mojej Córce zastrzyki, które może podawac lekarz, TYLKO w warunkach szpitalnych!
    Obłęd!
    ZDROWIEJ!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle...
    Zdrowiej Słońce 😙

    OdpowiedzUsuń
  4. Oszczędzaj stopę i wracaj do zdrowia! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. o raju!!! zdrówka życzę, znaczy szczęśliwego zrośnięcia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby z nogą było wszystko dobrze. Ja na naszym weselu skręciłam sobie kostkę i paradowałam dalej w adidasach ;)

    OdpowiedzUsuń


Facebook

zBLOGowani

zBLOGowani.pl

statystyki