PRZEPROWADZIŁAM SIĘ I PISZĘ TERAZ TUTAJ

Standardy

13:15

Dosłownie przed chwilą przeczytałam u Ani - Kura pazurem​ - post o premiach dla urzędników NFZ. Co tu dużo pisać, po prostu ręce opadają. Człowiek opłaca składki na ubezpieczenie zdrowotne, a jak do czego przychodzi to i tak musi korzystać z usług prywatnych gabinetów, bo takie są kolejki i limity przyjęć. 


Jest jedna rzecz, o której nie wspominałam do tej pory na blogu. Przez kilka lat pracowałam w służbie zdrowia, w administracji, i to, co tam się dzieje, to dosłownie włos się jeży na głowie. Jedno jest pewne mają podwójne standardy. W ostatnim roku mojej pracy w pewnym ośrodku zdrowia musiałam iść do laryngologa, więc chciałam się umówić na prywatną wizytę, ponieważ termin oczekiwania na wizytę państwową wynosił prawie dwa miesiące - a przecież nikt nie będzie czekał tyle czasu z zapaleniem ucha. Koleżanka z pracy zasugerowała mi, abym zadzwoniła jeszcze raz do tego laryngologa i umówiła się na kasę chorych, jednak nadmieniając, że jestem pracownikiem danej placówki. 

Jaki był efekt?

Lekarka, kazała mi przyjechać dosłownie za 30 minut, i nagle okazało się, że nie trzeba czekać prawie dwóch miesięcy.

I tak jest praktycznie ze wszystkim. Niestety szczęścia do lekarzy państwowych nie mam, ale należy wspomnieć, że posiadają nadprzyrodzoną zdolność badania ludzi wzrokiem i wypisują recepty na leki, które zostały wycofane parę ładnych lat temu. Ponadto wierzą w to, że maścią można wypłukać gardło bądź pacjent może uroić sobie złamanie kości (?!). Zresztą co tu dużo mówić według lekarzy państwowych, z którymi miałam już do czynienia chorowałam na białaczkę, miałam raka nerki, a także w tym czasie powinnam się szykować do operacji biodra. Owszem - mam problemy zdrowotne: choruję na niedoczynność tarczycy i mam wielotorbielowatość jajników, chodzę na wizyty prywatne i płacę za każde badanie, ale wiem, że diagnozy, które są stawiane i proces leczenia jest prawidłowy.

I tyle na temat służby zdrowia w Polsce, oraz moich doświadczeniach związanych z lekarzami. Myślę, że to jeden jedyny post na ten temat, życie jest za krótkie, aby się wszystkim przejmować. I jeszcze jedno: pomimo drażliwego tematu, życzę Wam udanego tygodnia!

P.s. Mój mąż charakteryzujący się specyficznym poczuciem humoru, przeczytawszy zakończenie mojego postu stwierdził: Życie jest za krótkie, aby leczyć się w NFZ.

Image Map

Przeczytaj także

7 komentarzy

  1. Puenta męża trafiona w dziesiątkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, trafiłaś w samo sendo, NFZ i nasza służba zdrowia to kompletne dno, oczywiście są wyjątki, ale szkoda, że jest ich tak mało...mam wrażenie, że niektórych lekarzy na studiach uczą znieczulicy i szeroko rozwiniętej smykałki do robienia pieniędzy...to już nie te czasy kiedy człowiek zostawał lekarzem z powołania, po to by nieść pomoc innym, teraz w większości jedynym powodem kończenia studiów medycznych są idealne warunki do robienia kasy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia, rzadko teraz można spotkać lekarza z powołania - ludzie częściej wybierają ten zawód dla pieniędzy.

      Usuń
  3. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś... Brak słow po prostu...
    udanego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ręce opadają do samej ziemi.
    Podpisuję się pod Twoim postem, a dla Męża owacje na stojąco!
    Idealnie podsumował ten cyrk!
    Ściskam wiosennie, mimo że pogoda płata nam figla :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo dla męża zapisuję to zdanie bo warto

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednym zdaniem: High five dla Twojego męża :)

    OdpowiedzUsuń


Facebook

zBLOGowani

zBLOGowani.pl

statystyki