PRZEPROWADZIŁAM SIĘ I PISZĘ TERAZ TUTAJ

Niepłodność

23:23

Za każdym razem, gdy widzę mojego męża z jakimkolwiek dzieckiem z naszej bliższej lub dalszej rodziny – jakaś mała cząstka mnie po prostu pęka. A ostatnie dni są dla mnie wyjątkowo ciężkie, ponieważ nawet na chwilę nie opuszcza mnie myśl o małym człowieku, którego brakuje w naszej małej rodzinie i codzienności. Dzień w dzień, a raczej noc w noc - wraca do mnie w kółko ten sam sen. Śni mi się, że zostajemy rodzicami..., że trzymam na rękach nasze dziecko.

Jestem tym zmęczona. Próbuję zająć swoje myśli, organizuję sobie czas w ten sposób, aby jak najmniej czasu poświęcić na myślenie o tym wszystkim. Gdzieś tam pomiędzy naszymi rozmowami przewija się temat adopcji. Ale jeszcze dajemy sobie czas, nawet nie tyle sobie, co tej mojej niepłodności... 

Chcemy być po prostu szczęśliwi. I to nie jest tak, że jesteśmy nieszczęśliwi w małżeństwie - kochamy się, ale po prostu bardzo chcemy mieć dziecko... 



Image Map

Przeczytaj także

63 komentarzy

  1. Staraj się wyluzować... Rob to co lubisz. Nie myśl. Jestem pewna, że nim się obejrzysz zostaniecie rodzicami. Więcej wiary!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trudno wyluzować. Staramy się rok... A czasami trudno wierzyć, zwłaszcza wtedy, gdy fakty sprawiają, że pewne rzeczy stają się mało realne...

      Usuń
    2. Rok to mało,choć wiem co czujesz.Mi udało się po dwóch latach,na urlopie.

      Usuń
    3. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele małżeństw stara się o wiele dłużej...

      Usuń
    4. Dla jednego rok to będzie mało. Dla innego to cała wieczność. Ja nie czekałam nawet roku. Po prostu czułam, że coś jest nie tak. I zaczęła się moja "wędrówka" po lekarzach... Dziś po ponad 3 latach nie żałuję, że nie czekałam dłużej. Czasem cudowi trzeba dopomóc. I czasem nie pomoże czekanie kolejnego roku, urlop.

      Usuń
    5. Napisałaś o bardzo ważnej rzeczy, że dla jednych rok to niewiele, a dla drugich cała wieczność.

      Usuń
    6. Mnie właśnie takie mówienie, że rok to mało, poczekajcie, macie czas, inni starają się dłużej - irytowało i nadal irytuje. Dla jedynych już kilka miesięcy to będzie ogrom czasu. Każdy inaczej odczuwa niepłodność i inaczej pod chodzi do starań o potomstwo.
      Skoro rok to mało, to dwa to już dużo? W odniesieniu do par, które starają się latami to zawsze będzie okres krótszy, co nie oznacza, że dla konkretnej pary nie będzie tak samo dotkliwy.

      Usuń
    7. Dokładnie. Zwłaszcza w porównaniu z parami, które nie mają z tym problemu. Chociaż dla mnie dotkliwe jest również to, gdy jakaś para nie chce dziecka i zaliczają po prostu tzw. wpadkę i nie ukrywają niezadowolenia z tego powodu. Dla mnie, w obecnych czasach, gdy słyszy się tyle o niepłodności bycie w ciąży to rarytas, coś bardzo wyjątkowego.

      Usuń
    8. W moim odczuciu to największe szczęście jakie może być.

      Usuń
    9. Dla mnie 9 miesięcy to była męczarnia i odchodziłam już powoli od zmysłów. A najbardziej uwielbiam rady, wyluzuj, nie myśl... O Boże! Jakbyśmy co najmniej były na wyłączniki i można nas było wyłączyć pstryczkiem. Tak się nie da! To po prostu trzeba przeżyć... po prostu jakoś żyć dalej, starać się, ale nie jest to łatwe.
      Ja też nie czekałam roku, koleżanka mnie zaciągnęła do profesora, dziękuję jej, bo dzięki trzem wizytom i operacji... zaszłam w ciążę. A tak to bym czekała, że może jeszcze jednak się uda, i czekała i czekała i tak chyba do za przeproszeniem do osranej śmierci... A tu operacja załatwiła wszystko i po niej w pierwszym cyklu się udało.

      Usuń
    10. Agnieszka dla mnie również. ... to takie największe marzenie.

      Usuń
    11. Kasia, bo mi się wydaje, że sztuką jest po prostu znaleźć naprawdę dobrego lekarza. Ja myślałam, że na takiego trafiłam... fakt faktem odkrył onsulinooporność, przepisał leki (glucophage) po czym kazał czekać. Tylko właśnie ile mam czekać? Muszę się ponownie umówić do mojego endokrynologa i niech da mi namiary na jakiegoś dobrego lekarza, który mi pomoże... Nie ma co ukrywać czas leci bardzo szybko...

      Usuń
    12. Mi też niby wyszło, że mam za wysoką prolaktynę, brałam leki na obniżenie, oprócz tego na PCO brałam Metformax, ale lekarz nigdy nie dał mi skierowania na insulinę... :/ W końcu zmieniłam lekarza i to był strzał w 10! Problemem okazała się endometrioza i PCO. Zbadał mnie raz i to stwierdził, a przecież tylu lekarzy mnie badało, żaden nawet nie wspomniał o tym. Po laparoskopii, oczyszczeniu z endometriozy i usunięciu torbiela od razu się udało. "Leczenie" trwało od lutego do kwietnia (w kwietniu miałam laparoskopię), a w maju zaszłam w ciążę. Spróbuj zmienić lekarza, może ktoś inny będzie miał lepszy pomysł jak Ci pomóc? Nie wiem skąd jesteś, ale mogę polecić mojego profesora z Warszawy, wiem też, że przyjmuje w Lublinie... oprócz tego jest też ordynatorem w jednym z warszawskich szpitali ;)

      Usuń
    13. Właśnie na ostatniej wizycie lekarz również rzucił mi hasłem endometrioza, przepisał tabletki po których miałam wszystkie możliwe skutki uboczne i kazał mi je odstawić. Teraz tkwię w takim zawieszeniu. Co do lekarza to chcę poszukać kogoś w Trójmieście.

      Usuń
    14. Tabletki endometriozy nie wyleczą. Jeśli ją masz, trzeba ją usunąć... a dopiero potem możesz dostać tabletki, które zahamują jej powstawanie... a najlepszym lekiem na jej zahamowanie jest właśnie ciąża, bo nie ma się okresu, a potem regularne karmienie piersią, aby okresu jak najdłużej nie dostać.
      Ja w Warszawie chodziłam do kliniki leczenia niepłodności InVicta, wiem, że w Gdańsku też jest ich placówka.

      Usuń
    15. Dziękuję, że napisałaś o tej klinice. Będę musiała się o niej trochę więcej dowiedzieć. Chociaż z tego co się orientuję to moja kuzynka podchodziła tam do in vitro...

      Usuń
    16. Bo tam też stosują tą metodę... u nas akurat udało się bez in vitro :)

      Usuń
    17. Będę musiała tam zadzwonić i spróbować się umówić. Dziękuję Ci bardzo, że o tym wspomniałaś.

      Usuń
    18. Najlepiwj sprawdź sobie jacy lekarze tam przyjmuja, poczytaj opinie i wybierz najlepszego ;) Niestety wizyty sa drogie... nie wiem jak w Gdansku ale w Warszawie placilam 250zl za wizyte u profesora... jednak nigdy nie zalowalam wydanych u niego pieniedzy. Bylo warto! :)

      Usuń
    19. W Gdańsku pewnie ceny podobne, ale jak jechałam dwa miesiące temu do ginekologa w swojej okolicy, i to nie do żadnego profesora - płaciłam 200 złotych za wizytę. Byłam u niego dwukrotnie, i efektów tak naprawdę nie widać...

      Usuń
  2. Kochana nie trać nadziei, może trzeba jeszcze poczekać? :)
    W każdym razie życzę wam, żeby wasze marzenia się spełniły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tracę nadziei - po prostu czasami jest ona większa, albo mniejsza.
      Dziękuję za dobre słowo :)

      Usuń
  3. Ciężki temat:( ale to jest tak, że u pani już wszystko stracone, czy może są jakieś szanse (leczy się pani?). Pytam, bo nie znam szczegółów niepłodności bądź bezpłodności (czy to oznacza to samo?). A in vitro?? Myślała pani o tym? chyba, że to odpada, bo nie ma szans. Przepraszam, że tak pytam, ale naprawdę się w tym temacie tak szczegółowo nie orientuje.
    Czasem jestem zła na siebie, że nie próbujemy z mężem zajść w ciążę, ale ciągle wydaje mi się, że "to nie ten czas"... ;( a jesteśmy juz razem ponad 8 lat i trochę mnie to dziwi, że jeszcze w ciążę nie zaszłam, albo po prostu jesteśmy uważni ;))
    Problem bezpłodności teraz tak często się pojawia, w mojej rodzinie są dwa takie przypadki:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim - żadna ze mnie pani, po prostu Kamila.

      Tak leczę się, i to już dość długo bez żadnych efektów. Niepłodność i bezpłodność to dwie różne rzeczy. Czasami mam wrażenie, że niepłodność i bezpłodność to takie schorzenia XXI wieku.

      Decyzja o dziecku należy do każdego małżeństwa/związku - ja z swojego doświadczenia wiem, że nie ma co zwlekać i odkładać tego na potem.

      Usuń
  4. Jeszcze dodam... widzę, że ma pani w etykiecie niedoczynność tarczycy, przerazilam się, bo też mam małe podejrzenia ku temu ;(( czy to ona jest przyczyną pani bezpolodności ???
    W poniedziałek porobię sobie badania... dziekuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie problem jest bardziej złożony, ponieważ prócz niedoczynności mam również zespół policystycznych jajników oraz insulinooporność. Dodatkowo mam zanik cyklu, więc problem jest o wiele bardziej złożony.

      Usuń
  5. Myślałaś o diecie roślinnej? Czytałam że jest pomocna...

    Ściskam, Kasia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zalecenia lekarza jestem na diecie o niskim indeksie glikemicznym.

      Usuń
  6. Pomyślcie o adopcji :) I życzę Wam powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas ten temat przewija się w naszych rozmowach...

      Usuń
  7. Wiem dobrze co czujesz. Nie będę Ci pisać, żebyś się wyluzowała, bo wiem, że się nie da. Takie chwile zwątpienia, te gorsze okresy i myślenie o tym, jak bardzo chce się być mamą będę. Ja znowu mam taki "kryzys". Czas mi się dłuży. Jednak cały czas żyję nadzieją, że się uda. I tej wiary i nadziei, że się uda Ci życzę. Myślami jestem z Tobą i nieustannie trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz - mi się czasami wydaje, że nikt nie jest w stanie tak dobrze zrozumieć kobiety z takimi problemami, jak druga kobieta, która również się z nimi zmaga. Ja za Ciebie też trzymam kciuki i często o Tobie myślę.

      Usuń
  8. A co sądzicie o in vitro jeśli można zadać takie niedyskretne pytanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej sprawie mamy akurat zdanie podzielone.

      Usuń
  9. PCO i insulinooporność dotyczy również nas, ale da się z tym walczyć. Na pewno przy takich schorzeniach nie można doradzać "wyluzowania", przynajmniej takie moje zdanie. Zmień lekarza jeśli obecny nie ma pomysłu. Nie wiem jakie leki przyjmujesz, czy jesteś w trakcie stymulacji, jak z wynikami męża... Czy też miewasz bezowulacyjne cykle, torbiele... Medycyna w kwestii niepłodności poszła mocno do przodu, czasem zwykły gin nie pomoże (wiem bo przerabiałam to przez 3 lata). Weźcie sprawy w swoje ręce, porozmawiajcie z mężem, poszukajcie specjalistów. Prócz gina ważna jest też dobra opieka endokrynologa. Wierzę że nie wszystko u Was jeszcze stracone. Mocno trzymam za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O insulinooporności dowiedziałam się około dwa miesiące temu - jeszcze do końca nie wiem co mogę jeść, a czego nie. Jak na razie nie mam żadnych cykli, czasami, raz na kilka miesięcy się pojawi, ale są to cykle bezowulacyjne. Na przedostatniej wizycie u ginekologa dostałam receptę na jakieś tabletki (nazwy nie pamiętam), ale miałam oczywiście większość skutków ubocznych... Endokrynologa mam - uważam, że dobrego. Czasami to po prostu zwariować można.

      Usuń
    2. Dieta o niskim indeksie glikemicznym jest ważna, ale do tego endokrynolog powinien dorzucić Ci Metforminę (u mnie Glucophage). Też miewałam cykle bezowulacyjne... w dodatku ciągnęły się w nieskończoność. Metformina na początku wymęczyła mnie przez 2 tygodnie nim organizm przyzwyczaił się do leku ale w efekcie końcowym po kilku miesiącach owulacja powróciła, uważam że w głównej mierze dzięki temu lekowi.
      Wiesz przy policystycznych jajnikach bardzo ciężko z naturalnymi staraniami... Co miesiąc czekasz i łudzisz się że może akurat teraz... A w gruncie rzeczy okazuje się że natura kolejny raz zadrwiła i choć łudziny się nadzieją to nie było najmniejszych szans.
      Nie namawiam do konkretnych kroków, ale jeśli oboje pragniecie dziecka to zróbcie wszystko by te szanse w końcu zaistniały.
      Projekt Szczęście

      Usuń
    3. Również biorę glucophage. To już moja druga przygoda z tym lekiem. Za pierwszym razem musiałam odstawić jednak teraz dobrze znoszę jego przyjmowanie. Co do PCOS to moja znajoma urodziła trójkę dzieci...

      Usuń
    4. Ja z kolei miałam dużo małych pęcherzyków, a żadnego dominującego, na to brałam Clostylbegyt i przed owulacją dostałam zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka. Czasem pęcherzyki były, ale nie pękały i nie dochodziło do owulacji.

      Usuń
    5. U mnie właśnie jeżeli już łaskawie pojawi się cykl to jest on bezowulacyjny.

      Usuń
    6. Może więc warto pomyśleć o zastrzykach...?

      Usuń
    7. Żaden z lekarzy nawet mi tego nie zaproponował...

      Usuń
  10. Kochana, wszystko się ułoży!!! Jestem pewna, że wam się uda!!
    Mocno trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ochhh... jak ja Cię rozumiem... Szczęście, szczęściem, ale jednak tej małej istotki brak, do dopełnienia tego szczęścia. Wiem co czujesz... Miałam podobnie. Walczyliśmy, udało się... Wy też się nie poddawajcie... Czy ciąża, czy adopcja, na pewno w końcu zostaniecie rodzicami i będziecie w pełni szczęśliwi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najtrudniejsze chyba jest to, gdy lekarz nie wie co mi powiedzieć... gdy nie wie w jaki sposób wpłynąć na mój organizm, aby działał poprawnie.

      Usuń
    2. To powód, aby zmienić lekarza na innego...

      Usuń
    3. Wiem o tym, jestem w trakcie poszukiwań.

      Usuń
    4. Kamila - też pamiętam te momenty kiedy widziałam, że dany lekarz nie jest w stanie nic powiedzieć, albo powiela co miesiąc znane sobie schematy leków i badań. Przez to dwa razy zmieniłam lekarza podczas leczenia i teraz to był strzał w 10. Jako jedyny zlecił badania dokładne i mi i dla męża. Zajął się nami jako parą, bo przecież to niepłodność pary a nie jednej osoby. Dopiero po wszystkich badaniach postawił diagnozę choć tak naprawdę wstępną postawił widząc wcześniejsze badania. Od niego pierwszy raz usłyszałam, że mam pco (po ponad 2 latach co miesięcznych wizyt u lekarzy ginekologów). Problem był też z tarczycą - trafiłam do fajnej lekarki na NFZ i udało się ją unormować (kontrolę mam teraz we wtorek i mam nadzieję, że nadal z tarczycą będzie już ok). Z insuliną też pewne problemy są, ale przy pco to chyba częste jest.
      Obecny ginekolog jako pierwszy powiedział nam szczerze na czym stoimy. Wyniki mojego męża były fatalne - brak ruchomych plemników i ogólnie niecały milion plemników w nasieniu. Wyniki badań genetycznych, hormonów, usg wyszły idealnie. Nie znamy więc przyczyny takiego stanu rzeczy. Leczenie też nie przyniosło poprawy.
      I tak zaczęła się nasza droga ivf. Dr Piotrowi będziemy wdzięczni już do końca życia. Jako jedyny zajął się nami fachowo, a przede wszystkim dał nadzieję, że się uda i nie pozwala się poddać. Cenię go nie tylko jako lekarza, ale przede wszystkim jako człowieka.

      Usuń
    5. U mnie dochodzi jeszcze to, że przez wiele lat miałam nie zdiagnozowaną tarczycę, więc mam problem również z wagą. Jakoś nie mam szczęścia do lekarzy... i właśnie zdałam sobie sprawę że żaden lekarz nie zaproponował, aby mój mąż też się przebadaŁ

      Usuń
    6. Z tarczycą miałam podobnie. 6 lat temu miałam gorsze wyniki niż sprzed roku a pani dr powiedziała, że nic nie wychodzi że to niedoczynność i leków nie da. I tak posypało się wiele rzeczy ze zdrowiem: waga, włosy itd. Dopiero gdy od roku biorę leki jest lepiej a i wyniki tarczycy są ok jeśli chodzi o utrzymanie ciąży.
      Mój mąż badanie zrobił pierwsze w 2013 roku - ale co z tego jak żaden z lekarzy "nie potraktował ich na poważnie". Dopiero rok temu zaczęto go diagnozować .
      Wiesz decyzja należy do Was, ale moim zdaniem Twój Mąż powinien zbadać nasienie. Super jeśli wyjdzie ok, ale może się okazać, że trzeba będzie i u niego coś podleczyć. Pamiętam jak mój mąż przed każdym badaniem się stresował, ale dobrze że je zrobił. Niestety wielu lekarzy nadal skupia się tylko na kobiecie.
      Badanie trochę kosztuje - my płaciliśmy 150 zł i robione było bez żadnego skierowania u nas akurat w Bocianie.

      Usuń
    7. Do endokrynologa trafiłam w 2011 roku, gdy pomimo zdrowego odżywiania moja waga ciągle rosła. Endokrynolog po wszystkich badaniach stwierdził, że na niedoczynność choruję od 8-10 lat. Do tego doszły inne zaburzenia hormonalne.

      Usuń
    8. Właśnie, bo to wszystko ze sobą jest tak powiązane. Razem tworzą mechanizm - wystarczy, że jeden element szwankuje i od razu wpływa to na cały organizm. Moja waga zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie mimo, że nie zmieniłam nawyków żywieniowych czy stylu życia na gorszy. Teraz czasem spadnie o parę kilo ale różnicę widzę w obwodach. Myślę, że leki na tarczycę w tym pomagają. Moja tarczyca ponoć jest za mała, żeby pracować odpowiednio bez leków.

      Usuń
    9. Z moją tarczycą jest podobnie, jest ona po prostu za mała. Z tego, co wytłumaczył mi lekarz to jedno wpływa na drugie, i kółko zamknięte. Dwadzieścia, i więcej lat temu nie słyszało się tyle niepłodności, obecnie ten problem dotyka bardzo wiele par.

      Usuń
  12. Wiem przez co przechodzisz. Długo staraliśmy się o dziecko i już zaczynałam wpadać w paranoję, a to jeszcze bardziej mnie "blokowało". Dopiero jak wrzuciłam na luz, to zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nie potrafię o niczym innym myśleć. Nie potrafię wyluzować, bo to nie jest przesłona zupa czy problemy w pracy. To ciągła walka o swoje szczęście.

      Usuń
    2. Żeby to tylko od "wrzucenia na luz" zależało to dawno już wiele z nas w ciąży powinno być ;)

      Usuń
    3. Zgadza się, tym bardziej, że aż tyle kobiet ma problemy z niepłodnością.

      Usuń
  13. Ja nie posiadam ani nie planuję dzieci ale wiem że dla osób które go pragną a nie mogą mieć to tragedia... i rozpacz Trzymaj się ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo najtrudniejsze jest to, że bardzo się chce mieć dziecko, a pomimo wielu starań nic z tego nie wychodzi.

      Usuń
  14. Kochana życzę wiary w to, że jeszcze kiedyś zostaniecie rodzicami ;)
    Trzymam za Was mocno kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami ta wiara przechodzi poważne załamanie, ale zawsze wraca z mniejszą, bądź większą siłą.

      Usuń
  15. Przeczytałam Twój wpis i zastanawiam się co Ci napisać, bo jak sama wiesz, my również staraliśmy się o dziecko. W sumie osiem lat! Jedna ciąża stracona. Nie był to dla mnie łatwy czas, książkę mogłabym o tym napisać, gdybym umiała. Straciłam już całkiem wiarę w to, że nam się uda. A co za tym idzie zaczęłam myśleć odwrotnie, że może tak jest lepiej, że jesteśmy sami? Nikt nas nie ogranicza, mamy ciszę i spokój. Przyzwyczaiłam się już do tamtej sytuacji. W pewnym momencie byłam tak zła, że powiedziałam sobie, że nie chcę już mieć dziecka. Przestalam obserwować cykl, jeździć do lekarzy, brać leki. Odstawiłam wszystko, bo byłam już wściekła. Miałam dość. Poszłam do pracy, tam był stres, moje myśli uciekały w innym kierunku. Rok wcześniej miałam robioną laparoskopię i myślę, że właśnie te czynniki u mnie zadziałały. Teraz mam koło siebie ponad 4,5 kg szczęścia! Moje szczęście śpi sobie słodko, a ja codziennie dziękuję Bogu za dar życia dla niego. Kiedy wyjęli mi go z brzucha i synek zaczął płakać, jak płakałam razem z nim i poczułam ulgę oraz ogromną radość, że wreszcie nam się udało. Płakałam, kiedy później na sali tuliłam moje maleństwo. Piszę ten komentarz, a też w oczach mam łzy, tylko teraz są to łzy szczęścia, których Tobie również bardzo życzę. Jednak marzenia się spełniają ;)

    OdpowiedzUsuń


Facebook

zBLOGowani

zBLOGowani.pl

statystyki