PRZEPROWADZIŁAM SIĘ I PISZĘ TERAZ TUTAJ

Nie zawsze chcieć, znaczy móc!

14:10

Od wczoraj siedzę i usiłuję cokolwiek napisać. Piszę. Kasuję. I tak w kółko. Wczoraj - nie był mój dzień. Dziś jest lepiej. Dużo lepiej. Czasami zdarza się taki poranek, kiedy to najchętniej nie wysunęłabym czubka nosa zza kołdry. Przeleżałabym cały dzień w ulubionej piżamie i maltretowała się myślami o dziecku. I tak właśnie było wczoraj.

niepłodność, starania o dziecko
PIXABAY
Przed wczoraj, gdy czułam, że powoli znowu zbliża się kryzys, a wraz z tym dzień, w którym najdelikatniej w świecie użalam się nad sobą, niemożliwością zajścia w ciążę i powiększenia naszej rodziny o małego brzdąca - wzięłam się za pracę. Odłożyłam ten mój cały smutek na środowy wieczór, dlatego wczorajszy dzień był taki, jaki był. Smutny i płaczliwy.

Dobrze, że mam przy sobie Jego. Osobistego. Mojego Męża. To właśnie dzięki niemu i naszym ostatnim rozmowom stawiam się do pionu, podnoszę głowę do góry i żyję resztkami nadziei. Przede mną kuracja luteiną, potem wizyta u lekarza i prawdopodobnie stymulacja. Nie wiem co z tego wyjdzie, jakie są szanse. Nie wiem... Nie nastawiam się za bardzo, o ile to możliwe staram się podchodzić do tego na spokojnie, bo wiem, że gdy nic z tego nie wyjdzie, będzie mnie to tylko bardziej bolało. Rozmawiamy o adopcji. W jakiś sposób mnie to uspokaja, bo tłumaczę sobie, że jeżeli w naturalny sposób nie zostaniemy rodzicami, to jest inna droga do tego, aby nimi zostać. Serce mi pęka,  gdy słyszę, że ktoś narzeka na swoje dziecko, bo: jest za głośne, za dużo mówi, często się brudzi, budzi się w nocy, zawraca głowę. Gdy ktoś nie docenia tego, jakie ma szczęście móc być rodzicem, narzekając na swoje obowiązki i odpowiedzialność za małego człowieka.  Boli mnie, gdy kobieta będąca w ciąży załamuje ręce, bo nie chce dziecka. Dałabym wiele za to, aby móc mieć takie problemy. Wstawać w nocy. Pić zimne herbaty. Jeść zimne obiady, albo i nawet je pomijać, gdyby nie było czasu. Słyszeć śmiech bawiącego się dziecka. Prać i prasować te wszystkie małe ubranka.

Czasami przychodzi taki dzień, kiedy przytłaczają mnie wszystkie myśli o dziecku. Naszym dziecku, którego nie mamy, a którego obydwoje bardzo pragniemy...

I chyba tylko tutaj nie sprawdza się chcieć, to móc...

A Ty - jeżeli borykasz się z podobnym problemem jak mój - jak sobie radzisz w trudniejszych dniach?

Przeczytaj także

26 komentarzy

  1. Tak bardzo Cię rozumiem. Czasami leżałam cały dzień i po prostu płakałam. Wydawało mi się, że cały świat może mieć dziecko tylko nie my. Mi pomagała myśl o adopcji - bo myślałam sobie wtedy, że właśnie chcieć to znaczy móc - jeżeli będziemy tego pragnąć to na pewno zostaniemy rodzicami, nie ważne w jaki sposób dziecko do nas trafi. Mi pomogło też to, że w końcu trafiłam do porządnego lekarza w klinice leczenia niepłodności - w końcu ktoś powiedział mi jakie są realne szanse i co można zrobić. A teraz kończy się drugi miesiąc mojej ciąży - według lekarza miałam niecałe 20% szans, żeby w nią zajść. Udało się wtedy, gdy paradoksalnie miało się nie udać. Kiedy lekarz powiedział, że stymulacja się niepowiodła i że jest tylko cień szansy w tym cylu. I ten cień zamienił się w nasze upragnione dziecko. Oczywiście teraz biorę całą masę leków na podtrzymanie i drżę każdego dnia czy wszystko przebiegnie pomyślnie. Bardzo Ci kibicuję i wierzę, że się Wam uda - my pokonaliśmy wiele, wiele przeciwności, wielu lekarzy nas skreśliło i powiedziało, że nie ma szans - jak widać mylili się. Wierzę, że u was będzie podobnie. A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim bądź razie gratuluję z całego serca. Mi właśnie myśl o adopcji i rozmowa o tym bardzo pomaga. Jestem wtedy spokojniejsza. Najtrudniej chyba jednak z samopoczuciem, bo czasami czuję się gorsza z powodu tej mojej niepłodności.

      Usuń
    2. Dziękuję! Fajnie, że dopuszczacie myśl o adopcji, to paradoksalnie pomaga w zajściu w ciążę :P Ale ważne też jest to, żeby zaakceptować wszystkie swoje emocje - to, że czasami Ci smutno i że zazdrościsz innym, bo to naturalne i trzeba pozwolić sobie to przeżyć - wtedy jest łatwiej! Mi pomogła też bardzo wizyta u psychologa - my byliśmy razem z mężem w klinice gdzie się leczyliśmy. Pani psycholog pomogła nam spojrzeć na naszą sytuację trochę z boku i to bardzo pomogło. Trzymam za was mocno, mocno kciuki! A.

      Usuń
    3. Akceptuję swoje emocje i wiem, że to jak reaguję oraz to co czuję, jest normalne, ale szkoda, że nie oznacza to od razu, że jest mi z tym łatwo. Chociaż lubię ten stan lekkości gdy wyrzucam z siebie te negatywne emocje.

      Usuń
  2. Kochana! Przytulam Cię bardzo mocno do serca. Oczywiście może pomyślisz, że Cię nie rozumiem, bo jestem mamą dwójki dzieci. Ale wiem bardzo dobrze, co to znaczy obsesyjnie dziecka pragnąć. Jedno moje dziecko to środkowe jest w niebie. Straciłam ciążę w 10 tygodniu równo rok przed narodzinami córki. Było mi okropnie ciężko, dopiero od niedawna zaczynam o tym mówić, czy pisać,bo wcześniej nie byłam w stanie. Po stracie bardzo się bałam,czy będę miała jeszcze dziecko,czy się uda. Czy mogę. Nie byłam najmłodsza...

    Ale udało się.

    Czego i Tobie z całego serca życzę. Jest bardzo wiele kobiet.które po przejściu długiej drogi zostają szczęśliwymi mamami. Moja koleżanka,po kilku latach starań została mama bliźniąt poczetych invitro. Wierzę,że i Was czekac może szczęśliwe zakonczenie.

    I cięższe dni będą, to prawda. I dni dużego zwątpienia. Ale trzeba wierzyć, próbować i nie poddawać się,bo nagroda za walkę i cierpliwość jest najpiękniejsza na świecie.

    Życzę dużo sił!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak bardzo cierpiałaś po stracie dziecka. Nie potrafię sobie wyobrazić sobie tego bólu. A rozmowa jest bardzo ważna, w ten sposób pracujemy nad tym, z czym nam ciężko. Cieszę się, że jednak los się do Ciebie uśmiechnął i jesteś mamą dwójki dzieci. Często Wasze historie podnoszą mnie na duchu, i dają wiarę wtedy, gdy jest źle.

      Usuń
  3. Tytuł posta bardzo niepopularny jak na dzisiejsze czasy... za to bardzo prawdziwy moim zdaniem. Gdzie się nie obejrzę, słyszę że mogę wszystko , że to kwestia determinacji, systematyczności, motywacji. I szlag mnie trafia czasem, bo Ci wszyscy od siedmiu boleści znawcy, zapominają dodać, że to jest prawda w wielu przypadkach, ale też w wielu nie ma wiele z prawdą wspólnego. W szczególności, gdy chodzi o sprawy dotyczące zdrowia.
    Znam z autopsji uczucie przytłoczenia, zmęczenia (i wiele innych trudnych uczuć) sytuacją. Aktualnie stosuję dwie strategie radzenia sobie.
    Gdy nie jest jeszcze tragicznie staram się zając czymś myśli i ciało. Załatwiam zaległe sprawy, trenuję, spotykam się ze znajomymi i rodziną, sprzątam, gotuję... Gdy natomiast kryzys sięga zenitu rozklejam się na całego, bez oporów wyję do poduszki, krzyczę, czasem coś rozbiję;p - spuszczam z siebie trochę tego nagromadzonego napięcia i potem jest lepiej... trochę...
    A trzecia rzecz... w pewnym sensie już przywykłam. Po prostu wiem, że te reakcje są normalne, potrzebne, nieuniknione. Wiem, że się pojawią, a potem znikną zastąpione uśmiechem, entuzjazmem, a za jakiś czas wrócą .. i tak w kółko. Ta świadomość daje mi jakiś rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Wiem w czym tkwię, wiem co mnie czeka i że to minie... I to jest duża ulga. Pomaga budować dystans do sytuacji (co nie znaczy, że już go zbudowałam;p ale przynajmniej fundamenty wylane już;p).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie chyba ważne, ta świadomość że ten stan za chwile minie, i zaraz znowu będzie dobrze.Wcześniej odreagowywałam ten cały stres ćwiczeniami, długim spacerem, a że jestem uziemiona to jest z tym nie co gorzej. Czasami tak jak Ty, krzyczę, płaczę do poduszki - i wtedy jest mi lżej, gdy wyrzucę to z siebie.

      Usuń
  4. Ja jeszcze o dzieciach nie myślę, więc pewnie nie mogę wyobrazić sobie nawet ułamka tego smutku, który czujesz. Trzymam kciuki, żeby wszystko ułożyło się jednak po Twojej myśli :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Kiedyś nie sądziłam, że będę mogła mieć takie problemy.

      Usuń
  5. Noo czasami jest wyjątkowo ciężko gdy nachodzą te okropne myśli :(((
    Ja nie pocieszę się myślą o adopcji...
    Nie jesteśmy małżeństwem,nie mamy własnego mieszkania...
    Ślub dałoby jeszcze radę ogarnąć, ale mieszkanie itd...
    Ciężko uwierzyć mi w to, że kiedykolwiek się uda widząc to co się dzieje w mojej klinice...
    Jeśli nie uda się 3 procedura to nie wiem co zrobię :(((
    Czasami to bym tylko płakała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w środę miałam taki dzień, że najchętniej cały bym przepłakała - ale tak się nie da. Mam nadzieję, że w końcu Ci się uda zostać Mamą; zresztą za każdą z nas z tego blog owego grona starających się trzymam kciuki, i mam nadzieję, że w końcu spełni się to nasze największe marzenie.

      Usuń
  6. Ściskam Cię z całych sił. ♥ Wracam czasami do Ciebie myślami i jeszcze bardziej doceniam to, co mam pod sercem. Głęboko wierzę i życzę Ci tego, abyś doświadczyła tego uczucia. Komuś postronnemu tak łatwo przychodzą utarte frazesy: nie poddawajcie się, walczcie i wspierajcie się. Być może nawet, gdy będziecie musieli pogodzić się z tym, co przyniesie los, na Waszej drodze pojawi się małą istotka, która będzie potrzebować tego oceanu miłości, który macie w sobie.
    Ja wciąż sobie powtarzam, że macierzyństwo to nie rezygnacja z siebie, ale wybór. Nie poświęcam się, ale świadomie i dojrzale podjęłam decyzję. Przygotowuję się na to, co się zmieni i mam cichą nadzieję, że będę potrafiła to docenić w każdej minucie wspólnego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to chyba po prostu trzeba przeżyć na własnej skórze - tak mi się wydaje, może się myślę... A twoja Kruszywa niech się pięknie rozwija pod Twoim sercem :)

      Usuń
  7. Kamilko, nie potrafię się wczuć w Twoją skórę, ale mam wiele koleżanek, które miały podobne problemy, czasami bez nadziei i... zdarzał się cud. Ja wierzę, że i dla Ciebie zdarzy się cud. Ty też musisz w to uwierzyć, że pewnego dnia pewien maluszek wybierze sobie Was na rodziców i przyjdzie na świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te ciepłe słowa. Ja też wierzę tylko czasem miewam kryzys, gorszy dzień. Wtedy jest mi ciężko, smutno i często płaczę - ale to jakiś mój sposób na pozbycie się negatywnych emocji.

      Usuń
  8. Tak mi smutno... ale kochana nie poddawajcie się. Będzie dobrze!!!! Ja jestem dobrej myśli.
    całusy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie smuć się... też staram się pozytywnie myśleć, tylko czasami przychodzi kryzys.

      Usuń
  9. Kochana... myślę, że tak jest ze wszystkim. Ktoś chory może czytać Twój post i zazdrościć, że jesteś zdrowa. Znam takie osoby, których życie ciężko doświadczyło. Nie wolno się załamywać i porównywać. To że czasem rodzic narzeka to normalne. Tak jak Ty narzekasz na kolano a ktoś bez nogi może Ci zazdrościć, że go masz. Wiem, że to tylko słowa może nie przemawiają do Ciebie. Myślę o Tobie często, bardzo kibicuje i wierzę, ja wiem że się uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patt przemawiają jak najbardziej, i wiem że inni mają gorzej itd. ale gdy dosięga mnie gorszy dzień to bardziej koncentruję się na tym, dlaczego mi jest źle i wyrzucam to z siebie, bo mi wtedy lepiej. Może to egoistyczne - nie wiem, ale jedno jest dla mnie pewne, że jeżeli coś pomaga to należy to robić. Zdrowie psychiczne stawiam na pierwszym miejscu :)

      Usuń
    2. Pewna doza zdrowego egoizmu w życiu jest niezbędna :) Dobrze robisz koncentrując się na swoich potrzebach i tym co Ci pomaga:*

      Usuń
  10. Nie wiem ile w tym prawdy, ale słyszałam, że wtedy, gdy małżonkowie przestają skupiać się na tym, że chcą mieć dziecko, wtedy właśnie udaje się zajść w ciążę ;) Jakiś wyjazd, odpoczynek, oderwanie się od rzeczywistości, luz i swoboda, a za 9 miesięcy dzidziuś :)
    Wierzę, że Wam się uda.
    Trzymaj się Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  11. Taka presja na pewno nie pomoże w zajściu w ciążę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie najlepszy na takie smuty był ruch i porządny wysiłek - i to taki, w wyniku którego mięśnie w końcu odmawiały posłuszeństwa, a zakwasy leczyłam przez następny tydzień. Tylko ten ból fizyczny był w stanie zagłuszyć to, co działo się wtedy w mojej psychice - więc wyciskałam z siebie siódme poty na rowerze albo biegając do upadłego po lesie.

    Rozumiem, że teraz patrzysz na osoby narzekające na własne dzieci z bólem w sercu. Ja też w czasach przed adopcją tak myślałam i obiecywałam sobie, że sama nigdy nie będę na swojego szkraba marudzić. Z perspektywy czasu już wiem, że w niektórych sytuacjach po prostu nie da się inaczej - jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję, że to napisałaś i trzymam mocno kciuki, żeby wszystko się udało i żebyś ujrzała dwie kreski.
    Takie posty uczą pokory. Jestem mamą dwóch córek. Zanim wyszłam za mąż lekarze wróżyli problemy...Odbijałam się od gabinetu do gabinetu, płakałam...Dużo by pisać. Rozumiem ból, niepewność i te wszystkie emocje. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim bądź razie gratuluję, że udało Ci się zostać Mamą. Czasami mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach to coś wyjątkowego być w ciąży.

      Usuń


Facebook

zBLOGowani

zBLOGowani.pl

statystyki